listopad 2003

jak będę duży...

25 listopada 2003
a całkiem niedawno...
Dziubek siedzi mi na kolanach w autobusie, podpiera zamyślony brodę
i patrzy melancholijnie przez okno
po chwili
- wiesz mamo, niedługo się zmienię, jak będę duży to się zmienię...w takiego Pana
bo wszyscy chłopcy będą Panami

Kilka dni później...
Jak urosnę, to będę chodził do pracy z Tatą, a Ty będziesz zaprowadzać dzieczynkę dzidzię do żłobka
i Ty będziesz stara, a Tata nie bo muszę z Tatą chodzić do pracy...

na taką logikę nie ma odpowiedzi :)

Kamerka i nie tylko

16 listopada 2003
Podpeliśmy pod strone WebCam'a oraz coś jeszcze :))

nareszcie...

10 listopada 2003
po wielu bojach udało się !!! mamy sieć w domciu :))

poranek

5 listopada 2003
Dziubek bawiąc się rurką do picia taką zginaną, podchodzi do mnie i mówi:
- wiesz mamo, różnie wyglądam z tą rurką, bardzo różnie, teraz wyglądam jak dziadek jak pali fajkę...
wkłada rurkę zgięciem do góry i udaje, że pali
- a teraz wyglądam jak co?
obraca rurkę zgięciem na dół
- nie wiem Stasiu - poddałam się bez walki, licząc na wyobraźnię mojej latorośli
- jak foczka pszecież...
- eee foczki tak nie wyglądają Stasiu
Stasiu zręcznie zmienia temat...
- a teraz? - wkłada rurkę krótszym końcem do buzi, a dłuższy kieruje do góry - teraz wyglądam jak prawdziwy NURKACZ...
- może nurek? - oponuje słabo, trochę krztusząc się śniadaniem
- nie, prawdziwy NURKACZ, taki co pływa w wodzie i trzyma w zębach rurkę...

chwila...

3 listopada 2003
jestem przez chwile
co sie życiem zowie
a po chwili mnie nie ma
w niepamięci ginę
i tylko nikły płomień wspomnień
w najbliższej mi duszy tli się
pamiętaniem kruchym, szklanym
i słonymi łzami znaczonym,
że kochanym sie było za krótko,
że się było za krótko,
że się było
i nie ma...

poniedziałek...

3 listopada 2003
pierwszy dzień tygodnia...
pierwszy dzień po przeprowadzce do sekretariatu...
siedzę sobie przycupnięty przy swoim malutkim biureczku między drzwiami a faxem. Za scianą prują stare szafy, za oknem szaleją z młotem pneumatycznym, po drugiej stronie korytarza ze szlifierką.
pierwszy dzień tygodnia...
równie dobrze mogło jeszcze padać.