sierpień 2007

w przedszkolu

30 sierpnia 2007
Odbierając Gabrysię z przedszkola cały czas dowiaduje się jak to Gabrysia bryka
jak się z kolegami i koleżankami bawi itd...
że świetnie sobie radzi i jest ananas z niej :)
ale strasznie sympatyczny :)
znalazła sobie koleżankę taką od serca
razem się bawią, razem dokazują,
ale czasem różnie to bywa z tym lubieniem się ;)
scenka z placu zabaw a przedszkolu...
dzieci gonią się na zjeżdżalni, Gabrysia z Sabinką też
w pewnym momencie Gabrysia staje, bierze się pod boki
obraca się do koleżanki i z groźną miną rzecze
- denerwujesz mnie, TY SABINO jedna...

:)))))

kolejna nieoczekiwana zmiana ...koncepcji :)

28 sierpnia 2007
No i zmieniła się sytuacja diametralnie...
kolejny raz :)

czasem myślę, że za wiele pomysłów na godzinę to też niezbyt dobrze
no ale do rzeczy
suche fakty ;)
sprzedajemy naszą pomimo przeciwności losu kupioną działkę w sidzinie
sprzedajemy... a za to będziemy mieć DOM do remontu
na razie papierkologia stosowana...
teraz czekamy na Agencję Rolną, żeby nie zgłosiła chęci zabrania nam kawałka rolnego i...
załatwiamy dalej :)
powoli zbieramy wszystkie papierki
tfu tfu jak się uda niedługo
zostaniemy właścicielami domu ze stodołą
plus 54 ary ziemi...
yeah...:)
działka jest superowa, i podstawowa jej zaleta to drzewa
dom stoi na górce i jest w całkiem niezłym stanie, chociaż wymaga generalnego remontu
ale powoli się nam nie będzie za bardzo spieszyć :)
w domu jest prąd, podłogi i mury w niezłym stanie
okna nie wypaczone, strych do adaptacji
dachówek nie brakuje, więźba też w całkiem dobrym stanie
na ile możemy określić to niefachowym okiem
stodoła duża, tez można ją adaptować, chociażby na garaż i dodatkowe pokoje powiedzmy dla gości...
ale to już później i zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie
w domu jest piec w kuchni... rewelacyjny :)
w super stanie, kaflowy :) i kaflowy piec w pokoju
czeka nas trochę z domem roboty, ale już się na nią cieszę :)

włości znajdują się pod Krakowem
Wołowice czyli południowy zachód, 20 min od Krakowa
na wzniesieniu i w bezpiecznej odległości od wałów wiślanych :)

no to może fotorelacja

dom od strony wjazdu



widok działki za domem na stronę północną



widok ze środka działki w stronę domu



dom :)



stodoła :)



piec w kuchni



kuchnia z wejściami do dwóch pokoi



pokój większy



druga część pokoju większego



poddasze



wejście na poddasze



poddasze raz jeszcze :)



piwniczka w domu - wykuta w skale ;)



i piwnica w stodole - trochę większa



no... oczyma wyobraźni widzimy tam same piękne rzeczy :)
uff... no to czeka nas trochę roboty na razie papierkowej

tfu tfu tfu żeby nie zapeszyć :)

wizyta na działce

23 sierpnia 2007
Wczoraj w godzinach późno popołudniowych wybrałyśmy się na działkę
ja z Gabrysią
Gabrysia najpierw nie za bardzo chciała jechać
bo tam są "straszne rośliny" - do tej pory nie wiem o co jej chodziło ;)
kurki jej też nie przekonywały - tzn możliwość ich zobaczenia
dopiero przekupiona obietnicą lodów po wizycie na działce - się skusiła
Na działce trawa po pas... zarosło wszystko dokumentnie
Gabrysia zabrała się do kurek, po chwili wraca
- nie chcesz iść do kurek? - pytam
- nie bo kurki mnie pogryzą
- nie pogryzą bo kurki nie mają zębów
- a co się stało? wypadły im?
:) - nie, kurki mają dziobki którymi tak dziobią
- aaa wiem, widziałam, takie mają - Gabrysia ucieszona pokazuje mi buzię w ciup
i paluszkami ściska wargi w dziubek :)

nie w temacie...

23 sierpnia 2007
Gabrysia bawi się z babcią w pokoju
babcia niby idzie na bal i będzie tańczyć z księciem
nie zamyka się Gapci buzia, opowiada i opowiada...
przychodzi ciocia Agnieszka i zagaduje Gabrysie
- a ja mogę też iść na bal?
- nie możesz
odpowiada zdecydowanie Gapeć
- jesteś nie w temacie...

;)

z Gapciowego pamiętnika...

14 sierpnia 2007
Ostatnio zastrzeliła nas kilkoma zdaniami...
noc, przyjeżdżamy do zakopanego w piątek
co by uniknąć korków
Gabrysia śpi smacznie w łóżku
przebieram się i wchodzę ostrożnie do łóżka, coby spocząć obok mojego dziecka
tak wypadło z braku wystarczających miejsc do spania
Gabrysia przez sen obraca się
i zaczyna gadać
jęczeć bardziej
- idź sobie stąd, nie śpisz ze mną
to miejsce dla mamy
przemawiam do niej cicho
- to ja mama, śpij słonko
na co słyszę
- idź sobie, tu mama śpi
:)
no i zasypiamy utulone w objęciach


po kilku dniach, już w Krakowie,
Gabrysia bawi się w swoim pokoju
przechodząc przez przedpokój Remigiusz woła mnie,
żebym szybko przyszła do pokoju dzieci
Gabrysia na drabinie łóżka piętrowego gramoli się do góry
ciągnąc z sobą 2 razy większy od niej łuk Stasia
- jest bardzo trudno wychodzić tak na górę dla dzieciów, bo mogą spaść...
stwierdza gramoląc się dalej...

:)

po urlopowo...:)

2 sierpnia 2007
Ech... wreszcie trochę odrobiłam się w pracy
to mogę cokolwiek napisać

urlop był, ale się już zbył...
od poniedziałku mamy wolną chatę,
i do pracy codzinnie trzeba wstawać...
ale po kolei

5 lipca w godzinach popołudniowych
zapakowaliśmy jednego szkodnika - płci żeńskiej
wszystkie bety poupychaliśmy do samochodu
i wyruszyliśmy z Krakowa w kierunku najpierw Chrzanowa
kota też upchnęliśmy...
pogoda tak jakby się zepsuła troszkę,
zaczęło lać...
pocieszamy się, że na pożegnanie
okazało się to złudną nadzieją
z małymi przerwami ale padało przez prawie całą drogę
wyjeżdżając na obwodnicę natknęliśmy się na korek
no tak, pora powrotu z pracy...
więc nawrotka i przejazd przez całe miasto w kierunku Chrzanowa
wysiadam pod blokiem mamy i niemiła niespodzianka...
winda nieczynna
no żesz by to trafiło
więc drałuje na 6 piętro z kotem w pudle pod pachą i całą masą osprzętowania,
czyli kuwety, piaski, miski, żarcie...
RE WE LA CJA

z powrotem o wiele szybciej :)
no to wreszcie ruszamy

z kilkoma przystankami na sprzątanie samochodu - gabrysia zwróciła przekąskę...
w strugach deszczu, około godziny 2 w nocy lądujemy w Pile u siostry
prześpimy się i dalej jazda po Stasia do Jarosławca.
po drodze tylko jeden przystaneczek jeszcze na obejrzenie osiedla domków jednorodzinnych
budowanych przez firmę z którą może będziemy chcieli współpracować
trzeba było zasięgnąć języka :)
potem to już tylko droga do Stasia, odebraliśmy go i ziuuut do Sobieszewa
2 tygodnie nad morzem...bajka
chociaż od razu własciwie się pochorowałam
jakaś paskudna angina mnie złapała
przez pierwszy tydzień bez większego plażowania
zwiedzanie gdyni, gdańska, zoo w oliwie - piękne
jak zrobiła się już pogoda to kolejny tydzień dzień w dzień po 7-8 godzin na plaży
spane do 10, śniadanie, potem nad morze i o 18-19 wracaliśmy do domku
na późną obiado-kolację, bajka i spanie, wersja dla dorosłych, piwo/film i spanie :)

dwa dni przed wyjazdem wybraliśmy się na wschód słońca i bursztyny, ale zbiory były niewielkie
jeden większy bursztyn krwisty, reszta drobnica :) ale wschód przepiękny :)

następnie wyjazd do malborka, z siostrą w dwa samochody
przyjechała po odbiór swojego dziecka, które z nami spędzało sobie czas nad morzem :)
w malborku oblężenie prawdziwe na oblęzeniu zamku
samochodów i ludzi jak mrówków
znaleźliśmy kuzynkę, i postanowiliśmy pojechać pod malbork
na camping urządzany przez nadmorską gałąź mojej rodziny
czas by było się poznać :)
Nad Wisłą jedna noc... ognisko do prawie 4 rano, i spanie w namiocie użyczonym
bez materaca i śpiworów, za to z kocami i kołdrami też zapożyczonymi :)
a popołudniu jedziemy do Braniewa do ciotki i wujka
kolejne dwa dni to rozmowy, zwiedzanie Fromborka, planetarium
i czas jechać na mazury
u Babci Remigiusza tylko nocleg, pogoda nie sprzyja...
nad jeziorem komary, morko i chłodno i nieprzyjemnie...

rano wyjeżdżamy do Białegostoku
trasa super, same krowy, bociany, krowy, bociany i pola...
no i bociany i krowy ;)

W Białymstoku super :) martucha z meżem i śliczną córeczkę...
z martuchą nie nie widziałyśmy z dobrych 7 lat :)
a potem to już wyjazd o 8 w kierunku domu, zachaczając po drodze o Sandomierz
śliczny malutki ryneczek i boskie malutkie kamieniczki :)
zjadamy obiad i do domku do Krakowa
Kraków nas wita oberwaniem zupełnym chmury
w jednym momencie nic nie widać, wycieraczki nie nadażają z zamiataniem deszczu z szyb
na ulicach potop...
koło 20 jesteśmy już w domu... szybkie rozpakowanie się, puszczam pranie,
jest piątek, jutro jedziemy do zakopanego odwieźć dzieci na dalszą część wakacji
rzeczy musza wyschnąć bo nie ma już nic czystego ;)
rano Staś nas budzi o 5 rano :|
już chce jechać po kota jeszcze do Chrzanowa...
spacyfikowany daje nam pospać do 8 :)
jadę po kota, wracam o 13 i pakuje rzeczy czyste dzieciom i do zakopca :)
wracamy w niedzielę późno... i MAMY WOLNĄ CHATĘ...
nic to że jutro do roboty...:)) tydzień dalszy wakacji, tym razem od dzieci
należy nam się :)
można iść do kina... można polatać po sklepach spokojnie nie martwiąc się,
że nie będziemy w domu na kolacje... super... :)

no a teraz... jutro wieczorkiem po pracy do Zakopanego znów :) na weekend tym razem...
no i po wakacjach :)