marzec 2008

Wiosna na wieś zawitała

30 marca 2008

Po wczorajszym deszczowym dniu zaświeciło słoneczko. Termometr w aucie pokazywał nawet 17°C na zewnątrz i tylko podmuchy zimnego wiatru trochę psuły ten prawdziwy pierwszy dzień wiosny.

Przyroda też się zaczęła budzić do życia

Listki

Jeszcze trochę i trzeba będzie poszaleć z kosiarką :)

nic nowego panie dziejku...

26 marca 2008
Pogoda jaka jest - każdy widzi :)
Za oknem na zmianę lato i zima...
trochę to irytujące
a tam siano w stodole czeka na spalenie...
a jak tu cokolwiek robić w śnieżycy?? ;))
więc na razie planowanie na papierze...
załatwianie
się powoli i ospale robi cokolwiek :)

poJeepało nas

23 marca 2008

Po kilku miesiącach podchodów, zastanawiania się czy potrzebne, czy takie czy inne, śledzenia ogłoszeń stało się :)

No ale po kolei... Decydując się na przeprowadzkę na wieś wiedzieliśmy, że potrzebne będzie drugie autko, bo szybciej i wygodniej. Koncepcje były przeróżne - Pickup od razu odpadł, bo mało praktyczny. Dostawczy - za duży i za drogi - aż tyle, rzeczy nie będziemy wozić, żeby się opłaciło pakować w jakiegoś Transportera, poza tym jedź tym do pracy i zaparkuj pod firmą :). Do wyboru zostało jakieś małe tanie w utrzymaniu auto albo terenówka :) Wiadomo mieszczuchy jak pomyślą o wsi to od razu przed oczami czarne scenariusze... zaspy śnieżne, wyboje, rowy i takie tam :) Bez terenówki to się nie przeżyje!! Ale po chwili przychodzi refleksja - przecież wiekszość ludzi na wsi ma osobówki?! Wywiadu środowiskowego nie udało się przeprowadzić, bo sprawa z Wołowicami się przecigała a frustracja rosła. Skoro nie widomo czy uda się na tą wieś przenieść to po co to auto?

W końcu jak większość rzeczy u nas zdarzyło się to nagle :) Wołowice kupiliśmy. Astrą wprawdzie nie udało się wybrać na działkę jak śniegiem sypneło ale odtańczyła nam lekki balet na mokrym podjeździe pod dom. No i w moim automatycznym monitoringu Allegro i Gratki pewnego dnia pojawił się ON - wprawdzie na drugim końcu Polski ale akurat następnego dnia Tata jechał do babci w te okolice :)
- Cena znośna.
- Diesel wieć spalnie w miarę spoko, LPG... no cóż tanio to może jest ale jak się dużo jeździ, bo inaczej to porządna instalacja się nie zwrówci, butla miesjce zajmuje - w Astrze koło zapasowe się nam wala po bagażniku, a jakbym je wyciągną to pewnie na drugi dzień bym gumę załapał, no i różnie to jest z pracą silnika... nam na benzynie na jałowym biegu cholera gaśnie.
- Praktyczny - Nie za duży, nie za mały. Bagażnik w sam raz, a niektóre terenówki mają taki na dwie siateczki :) Można i w teren pojechać i na "czarnym" sobie nieźe radzi.
- I co najważniejsze i najtrudniejsze do osiągnięcia podoba się Zielonej!!!
Szybka decyzja trzeba wysłać Tatę na rekonesans, zatachać na diagnostykę i zobaczymy.

Dwa dni później zapakowałem się do IC relacji Gdynia Główny o nieludzkiej godzinie 5:55, potem ekspresowa przesiadka w osobowy, następnie PKS i na koniec po krótkim odpoczynku ostatnie 50 km autem z Tatą. Ostatni odcinek to 800 m drogi szutrowej po sam las - już wiadomo po co poprzednim właścielom terenówka:) Mieli jako drugi dla Pani domu, która jako nauczycielka nie chciała się rano spóźniać do szkoły. Ostatnie zimy rozpieściły więc wymienili na osobówkę i akurat jak przyjechałem po niego dwa dni przed świeta wielkanocnymi ostro sypneło śniegiem ;) Po testowej jeździe przez las byłem już pewny, że chce mieć to auto :) Zresztą sami zobaczcie, obraz wprawdzie malutki, bo z komórki ale coś tam widać :)

Get the Flash Player to see this player.

Następnego dnia 560 km do domku, średnia prędkość 90-110 km/h, jeden większy korek chyba w Żyrardowie? spalanie 9l/100km i wow... to auto przyspiesza pod górę na 4:) Astra tak nie potrafi :)

A tak wygląda nasz "nowy" Jeep Cherokee XJ

Jeep Cherokee
Jeep Cherokee
Jeep Cherokee
Jeep Cherokee
Jeep Cherokee
Jeep Cherokee

świątecznie

21 marca 2008
Radosnych Świąt Wielkiejnocy...
spokoju przy zastawionym stole
ciepłej atmosfery
i bliskości przy dzieleniu się życzeniami i jajkiem
oraz prawdziwie wiosennego nastroju
na przekór aurze za oknem

:)

życzymy bliskim i dalszym, rodzinie i znajomym

Alleluja!!!



sobota bezrobota...

15 marca 2008
dzisiaj okropna pogoda...
wieje i ziimno brr
i jeszcze mokro bo cały czas przelotnie pada
byliśmy na działce,
postrzelaliśmy z łuku
ale długo nie wytrzymaliśmy, bo ziąb
prace odłożone na po świętach, najpierw musimy uporać się z tym sianem w stodole

to priorytet, bo w maju przyjęcie komunijne właśnie tam zamierzamy zrobić

rozmawialiśmy dzisiaj z sąsiadem
w sumie to po to na ten ziąb tam pojechaliśmy
no i jesteśmy umówieni na odkupienie cypelka z jego działki
na po świętach ;)
prąd i wodę bez problemu możemy od niego podciągnąć,
więc całkiem nieźle się zapowiada...

z innej beczki
konstruktorów mam dwóch do wyboru
jedna Pani prywatnie, że tak powiem,
a drugie to firma
no i się zastanawiam...
gościu z firmy jakoś taki jest bardziej pozbierany
i słowny

na ale razie przed świętami i tak już nic nie zrobimy :)

jakieś papierki się będą załatwiać
a po świętach musimy odkopać fundamenty
i wtedy właśnie z konstruktorem
zaczniemy współpracę

no i tyle na razie...
na święta zostajemy w końcu w domu...
zapraszamy jak ktoś chce nas odwiedzić
ale generalnie mamy dość jeżdżenia tam i z powrotem...
czas by chyba było po prostu spędzać święta W swoim DOMU...
:)))))

konstrukcje i inne...

Byłam dzisiaj w chałupie, żeby spotkałać się z panią konstruktor

no więc wykopy trzeba zrobić żeby obmacać fundament
Pani bardzo ładnie rozłożyła ręce, że ona kobieta,
więc muszę sobie znaleźć kogoś kto mi te fundamenty odkopie
no to poszukam,
albo razem na zmianę będzie odkopywać... ;)
odwierty trzeba też,
żeby sprawdzić możliwość rozszerzenia chałupy

generalnie oględziny wyszły całkiem całkiem
potwierdziło się tylko to,
co już na własne oko widziałam sama
znaczy dobre oko mam ;)

mury w miarę zdrowe
strop drewniany do wymiany nad częścią chałupy
trzeba podwyższyć w ogóle strop
uzupełnić izolację poziomą i pionową...
także dużo mądrzejsza nie jestem...
ale dumniejsza owszem ;)
a nie, dowiedziałam się jeszcze,
że w sieni i pomieszczeniu gospodarczym
(znowu się potwierdziły moje domysły)
jest sklepienie kolebkowe z cegły
trochę nisko,
ale pewnie tam bym chciała je zostawić
tylko odtynkować - taka surowa cegła by była
najwyżej będzie różnica poziomów na górze na jeden stopień
ale za to jeśli w dobrym stanie jest,
byłby piękny sufit

no i tyle,
odpisałam licznik prądu, trzeba zadzwonić i załatwiać te moce większe
i przepisanie własności w enionie ;)
może jakąś nową umowę...

już jestem tam nawet w chałupie tymczasowo zameldowana,
coby móc prościej załatwiać formalności w gminie...
także jestem już swój
a nie że miastowy :)

Panoramki

9 marca 2008

Pogoda dzisiaj dopisała i w końcu udało się zrobić panoramki działki.

ogień z rękawa
górna część działki

ogień z rękawa
dolna część działki

kucyki

9 marca 2008
Gabrysia przy stole...

- Mikołaj z Szymonem zrobili mi kucyki.
- I...?
- I byłam piękna...


chwilę potem...

- Nie głaszcz mnie bo mam fryzurę

pierwsze porządki - bez wideł się nie uda

8 marca 2008

Wybraliśmy się dzisiaj na wieś z nastawieniem, że robimy porządek w stodole - do wywalenia jest mnóstwo sina, które leżakuje od pewnie niepamiętnych czasów po obu stronach stodoły.

trzeba się pozbyć tego siana

i tego też

Na miejsce dotarliśmy po 12, wysiadamy z autka i co się okazuje... Zielona kluczy zapomniała :/ Miś do auta i z powrotem do domu - mało brakowało a pojechałbym też bez kluczy :D 50 min w dwie strony i zabieramy się do roboty. Kolejna niespodzianka - nie ma wideł, a przecież gdzieś były jakieś. Łopatą się nie da, grabiami jakoś szło do momentu jak Zielona je złamała, potem ręcznie... Dobrze, że są takie taczki do transportu siana i nie trzeba ręcznie tachać. Wywaliliśmy chyba tylko z 1/20 siana a paliło się z godzinę.

ogień z rękawa

Plan na następny tydzień: kupić widły i folię, żeby można było upakować ile się da na taczki. No i przyjechać wcześniej i z kluczami od razu :)

weekend na wsi...

5 marca 2008
Trochę o weekendowym wypadzie na wieś...

pogoda jaka była każdy pamięta...
a więc lało jak nie przymierzając z cebra...
zimno, mokro,
nie sprzyjało za bardzo planom porządków zwłaszcza,
że wybraliśmy się ze szkodnikami,
a utrzymać takich dwoje w miejscu jednym,
to jak starać się zagonić stado bawołów do komórki metr na metr...

no więc szkodniki latały i wariowały,
my robiliśmy zdjęcia i inspekcje wizualno organoleptyczną

i tak:

w domu jako taki porządek,
strop na pewno w części do wymiany,
tej drewnianej części
bo w dwóch miejscach kapie przez dach
i poprzez bezpośredni kontakt z wodą
podłoga tak jakby nam zmienia stan skupienia
ze stałego gruntu pod nogami w bardziej kruchy...:)

kilka belek do wymiany ze względu na właśnie nieszczelności dachu...
jak reszta, to się okaże po demontażu...

Misiek znalazł na strychu truchło dosyć pokaźnych rozmiarów i całkiem niezła kolekcję gówienek,
które to zapewne zostawiło truchełko jak jeszcze truchełkiem nie było
;)

ogólnie na strychu dosyć zacisznie i ciepło

na dole ściany w większości ok, opukane i ostukane
w jednym pokoju gorzej, bo pęknięcie spore,
więc pewnie ta część ściany do remontu pójdzie poważniejszego

podłogi poskakane i opukane
i też raczej nie budzą zastrzeżeń pod względem stanu bez próchnicy i wilgoci
w jednym pokoju kilka desek do wymiany, pod oknem ,
pewnie lało się przez nie i się rozsypują pod stopami

piwnica pod domem do przeróbki
a przynajmniej wejście do niej,
jak bunkier, wąska i mała
i jedyną osobą która może wejść do niej normalnie po człowieczemu
tzn schodząc po schodach przodem i wyprostowanym będąc
jest nasz Gapeć... niespełna 4 letni :|

reszta musi się wczołgiwać tyłem inaczej nie ma bola...
klaustrofobiczne przeżycie
:)))))

nasza przyszła łazienka to niestety pięta achillesa tego domu
syf koncertowy
wilgoć, pleśń i brzęk łańcuchów...
;)
i odkryty schowek w podłodze hehe

studnia została komisyjnie zabezpieczona nową kłódką,
a szkodniki odpowiednio przeszkolone,
żeby nie zbliżały się na wszelki wypadek do niej
jest głęboka jak czort...
woda czysta na tyle na ile nam się udało to ustalić
określając jej stan na podstawie wąchania i macania
i biorąc poprawkę na fakt wyciągnięcia jej w zardzewiałym wiaderku :))

Kurnik okazał się zwykłym pomieszczeniem gospodarczym
ale zbudowanym tak no niezbyt dokładnie,
w każdym razie idzie do rozbiórki

przy stodole kotłownia :))
znaczy składzik na węgiel
czysto i w porządku
znaczy oprócz brudu węglowego całkiem nie wilgotno i porządnie

sama stodoła to cud miód i ultramaryna...
mi się podoba do wypęku normalnie...

nie obyło się bez prawie wypadku...
kiedy podpuszczona przez Dziuba - Gapcia zwiedzając stodołę
przeszła przez deski zakrywające wejście do piwnicy
i jedna deska się zarwała,
na szczęście 4-latka, nie waży dużo
i zanim sama się zdążyła przestraszyć,
lub wpaść do środka znalazła się już po drugiej stronie...:)

Piwnica pod stodołą zdecydowanie większa i sympatyczniejsza

stan stodoły pozwala - po uprzednim uprzątnięciu grabi,
taczek, siana, słomy i czego tam jeszcze tony zalegają... -
na urządzenie rodzinnego obiadu komunijnego Dziuba :)
na połowicznie wolnym powietrzu :P

aaa
i działka zdecydowanie wydaje się większa teraz,
jak jest tak szaro i buro i nie ma liściów

no i znalazł Misiek na działce młodą szkółkę sosenek samosiejek...
zieloniaste małe i wyłażą spod ziemi
no i brzózek też kilka patyków tu i tam...

no i tyle by było z pobieżnej inwentaryzacji
oczywiście o garnkach dziurawych, czy spleśniałych drewienkach i innych takich nie mówię :)
wywiezie się je na śmietnik

zdjęcia będą jak tylko uda mi się znaleźć na tyle czasu,
żeby je zgrać i obrobić i wstawić i opisać :)