lipiec 2009

Znowu nas poniosło, tym razem na Słowację :)

26 lipca 2009

Ten weekend mieliśmy spędzić w Krakowie, w sobotę skoczyć na działkę... no i w sobotę rano leje... więc nici z koszenia, a już miałem rowerkiem tam podskoczyć. Za to wpadłem na pomysł, że kupimy Ani rower :) Pojechaliśmy do Decathlonu - nie było nic ciekawego... potem InterSport to samo. Już mieliśmy jechać na Kalwaryjską kiedy przypomniałem sobie, że koło Orlenu są dwa sklepy sportowe i to był strzał w dziesiątkę :) Ani spodobał się ładny czarno - borówkowy :D GT Avalanche 3.0 Women's model z 2009. Przy okazji Gabrysia dorobiła się nowej wypasionej hulajnogi ze Carsami.

Jak wychodziliśmy ze sklepu rozpadało się, po chwili wypogodziło :/ Całkiem skołowani przez tą pogodę stwierdziliśmy, że jednak skoczymy na działkę zobaczyć co się tam porobiło przez ponad 4 tygodnie nieobecności... Trawa jak na sawannie, Ani ogórdek zarośnięty, pojawiły się jakieś ozdobne maki, krzaczory zarosły kupę gruzu, śliwki jeszcze zielone.

Wieczorkiem zrobiliśmy małą jazdę testową

W niedzielę zamiast byczyć się w domku wybraliśmy się do Stasia - dzień wcześniej zadzwonił żebyśmy przyjechali. Mieliśmy jechać Astrą, bo może wyskoczymy do Szczawnicy. Rano znowu lało więc zdecydowałem się na Jeepa bo ma nowe opony i w deszczu się lepiej jeździ i całe szczęście, bo oczywiście nas poniosło. Zamiast do Szczawnicy pojechaliśmy do Piwnicznej, tam jak zobaczyliśmy, że nawet nie ma gdzie zjeść nie mówiąc o tym, że na mapie na środku rynku nie raczyli zaznaczyć pijalni wód, zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do Krościenka przez Słowację. Nauczeni doświadczeniem - dwa razy przejechaliśmy przez Słowację nieznajdując sensownej knajpy - zatrzymaliśmy się w pierwszym napotkanym zajeździe w Starej Lubowni. Wybór był taki, że nie mogłem się zdecydować, jedzenie smaczne, duże porcje i tanie - na osobę wyszło po 25 zł za zupę, drugie, picie. Warto było robić te kilometry tylko dla tego obiadku :) Jak już się najedliśmy skierowaliśmy się do przejścia granicznego w Sromowcach. Jadąc do Krościenka stwierdziłem, że tym razem pojedziemy skrótem, który mi podpowiadał GPS :D Kuba jeszcze powiedział, że tam jest fajna droga i busiarze tamtędy jeżdżą :) Cóż nie przewidział pomysłowości iGO :) Asfalt się w pewnym momencie skończył, potem zapiąłem 4x4, a potem reduktor a potem wszyscy złapali za cykor łapki :)

Jak już dojechaliśmy do szosy okazało się, że w stronę Krościenka jest bliżej nieznanej długości korek, skręciliśmy w lewo i skierowaliśmy się na drogę przez Ochotnicę Górną. Podjazd do Ochotnicy jest koszmarny - za rok już chyba zupełnie nie będzie asfaltu tylko sama ziemia zostanie i kamienie.

W Ochotnicy posiedzieliśmy trochę ze Stasiem i jak przestaliśmy być bardzie atrakcyjni od kolegów to zapakowaliśmy się do autka i skierowaliśmy w stronę Krakowa.

W Mszanie Dolnej cały ruch w stronę Krakowa zatrzymała Policja, natomiast w przeciwną stronę samochody zjeżdżały w prawo aby po chwili wyjechać spowrotem na drogę. Wyglądało to dosyć dziwnie. Po jakiś 5 min stania, kiedy Policja w końcu nas puściła o okazało się, że auta wjeżdżały na plac przed Kościołem, gdzie ksiądz w asyście ministrantów święcił podjeżdżające samochody. Stąd był taki korek i wstrzymany ruch w drugą stronę :)

W Głogoczowie za wiaduktem utknęliśmy w kolejnym korku, który zapowiadał się na dosyć poważny, więc po 10 min czołgania się z prędkością 5km/h zrobiliśmy szybką nawrotkę i pojechaliśmy do domku przez Skawinę


Wyświetl większą mapę

Nowy image Gabrysi

24 lipca 2009
Postanowiliśmy jeszcze raz - ostatni ściachać Gapcia do zera, żeby jej wzmocnić trochę te mysie ogonki :))
Mam nadzieję, że teraz jej szybko włosy odrosną i na komunię będzie miała już długie
W tej chwili Gapeć wygląda przez tą fryzurę na dużo mniejszą i drobniejszą, ładnie jej tak :)

Austria i Włochy - Garda -> Hallstatt

13 lipca 2009

Kulminacyjnym punktem naszej trasy z nad Gardy do Hallstatt w Austrii był przejazd przez Großglockner Hochalpenstraße (Trasę Wysokoalpejską). Trasa w pobliżu Großglockner - najwyższego szczytu Austrii w miejscu dawnego szlaku handlowego. Współczesną drogę budowało 3 tys robotników w latach 1924 do 1931. Droga ma 48km, od strony Włoch zaczyna się w Heiligenblut na wysokości 1300 m.n.p.m skąd wspinamy się do tunelu w najwyższym punkcie trasy na wysokości 2504 m.n.p.m. Do góry nasz Jeepek sunął na 2, temperaturka pod setkę. Potem jest zjazd i znowu wyjazd do punktu widokowego na 2428 m.n.p.m. a z tamtąd 20 km zjazd do wysokości 805 m.n.p.m. Po drodze co kawałek tabliczki - sprawdź hamulce. Zjeżdżaliśmy na 2 ale przy tym pochyleniu 9-12° co chwile trzeba było przyhamowywać, zwłaszcza, że jechał przed nami autobus. W pewnym momencie poczuliśmy smród przypalonych hamulców - zastanawialiśmy się czy to nasze czy z autobusu - po zjechaniu do zatoczki okazało się, że to nasze :/ Po 30 min postoju pojechaliśmy na dół - hamulce i felgi ochłodziły się dopiero na płaskim. Pogoda była wprawdzie nienajlepsza - dosyć sporo chmur - ale zdecydowanie warto było wydać 28E (trasa jest płatna) na przejazd. Widoki są nieziemskie :)


A HDRy osobno, bo się Zielonej nie podobają i psują jej galerie :P

[Zielona]nie podobają mi się, bo są nienaturalne zupełnie i psują obraz tego co faktycznie tam widzieliśmy, widoki były zarąbiste to po co to psuć kiczowatymi - pseudo "artystycznymi" przeróbkami? ;)
kompromisem jest że są po prostu osobno ;)


Wyświetl większą mapę

Wyświetl większą mapę

Włochy - Gardaland

12 lipca 2009
Ze specjalną dedykacją dla Farelki, która nie mogła się doczekać zdjęć z Gardalandu :)
W Gardalandzie spędziliśmy calutki Boży dzień, od 9-22.30 prawie
żeby wykorzystać maksymalnie atrakcje, za które płaci się ufff no dużo :) po powrocie padliśmy jak kawki...
upał, dużo kilometrów do zrobienia na nogach po samym parku, ale - fajnie było :)
dzieci zadowolone i ok :)

Włochy - Jezioro Garda

12 lipca 2009
Dzień plażowania, nad basenem i jeziorem, na poniedziałek planujemy całodniowy wyjazd do Gardalandu, coby może trafić na mniejsze oblężenie niż jest w weekendy
Garda czysta, dosyć ciepła, przepiękne widoki - po drugiej stronie wysokie góry, niewiele ludzi, bo wszyscy siedzą nad basenem ;) albo przy swoich domkach campingowych lub namiotach
miły wypoczynek

Włochy - Cavallino -> Garda

11 lipca 2009
Pakujemy się znad Adriatyku i zmierzamy nad jezioro Garda - 199km
Wyjeżdzamy z Jesolo i okazuje się, że całe Włochy wybierają się w tym dniu na weekend nad ocean... korek długości ok 25 km i prawie wszyscy stoją... szok
dobrze, że my w przeciwnym kierunku jechaliśmy :)
Po drodze zatrzymujemy się w Padwie i przejeżdżamy przez Veronę - miasto nieszczęśliwych kochanków :)
Docieramy nad Gardę późnym popołudniem - szukamy przez chwilę campingu, miejsc trochę mało, dużo turystów, upał jak nie wiem co :) postanawiamy się rozbić, potem przejść się nad jeziorko a potem zmęczeni padamy do spania :)

Wyświetl większą mapę

Włochy - Wenecja

8 lipca 2009
W przerwie w plażowaniu wybraliśmy się do Wenecji
Samochodem na cypelek, zostawiliśmy auto na parkingu, a sami kupiliśmy bilety na tramwaje wodne i popłynęliśmy zobaczyć miasto na wodzie
warto odwiedzić, ale męcząca wycieczka straszliwie, ze względu na upał i tłumy dzikie turystów
Darowaliśmy sobie wszelkie muzea, do których wejścia stały ogonki na godziny czekania, gdzie się da unikaliśmy głównych turystycznych szlaków,
Atmosfera uliczek wąskich, kanałów, wilgoci nie do opisania
Dziubek pierwsze pytanie jakie zadał to "a dlaczego to jest miasto zakochanych?, że romantyczne?"
no to jest romantyczne, w uliczce na końcu szlaku, albo na mostku ponad kanałem, gdzie akurat przepływa gondola ze śpiewającym za dodatkowa kasę gondolierem...
ślicznie, ale zdecydowanie zbyt tłumnie, traci przez to dużo ze swojego uroku

Włochy - Cavallino

7 lipca 2009
Na campingu świetnie, w dzień upał, w nocy leje, dla odświeżenia powietrza ;)
Sporo Polaków, prawie cały dzień siedzimy na plaży, z przerwa na obiadokolacje,
w trakcie robimy wypad jednodniowy do Wenecji i wycieczki po okolicy i na zakupy
Na Campingu jemy zdecydowanie najlepszą pizzę we Włoszech na jaką trafiliśmy, świetne ciasto, dużo dodatków,
a frutti di mare szokująca zupełnie, szkoda, że nie mógł nikt nam zrobić zdjęcia jak pierwszy raz ją zobaczyliśmy ;)